![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
aliteracja Skradzione Zwłoki nr 25 Według encyklopedii PWN „postmodernizm w literaturze oznacza: negację elitarnego modernizmu, dążność do ujawniania umownego charakteru form literackich, fabuły, narracji, zainteresowanie formami nieczystymi rodzajowo i stylowo, częste stosowanie cytatu, parodii, persyflażu, pastiszu”. Jeżeli komuś ta definicja wydaje się zbyt teoretyczna i pragnie praktyki, a przy okazji w literaturze szuka oddechu, a nie katorżniczych wysiłków intelektualnych, powinien natychmiast nabyć jakąkolwiek książkę Neila Gaimana i wszystko stanie się jasne i bardzo przyjemne zarazem. Niby z racji italianistycznego wykształcenia powinnam zachęcać do czytania „Jeśli zimową nocą podróżny…” Italo Cavino (żeby było jasne: zachęcam ogromnie i bardzo lubię!), a z powodu miłości do filmu zachwalać „Wieczór w kinie” Roberta Coovera. Nic na to nie poradzę: „Nigdziebądź” i komiksy o Sandmanie kręcą mnie bardziej. Na mroczną stronę mojej osobowości działają najwyraźniej mroczni mężczyźni w stylu Władcy Snów (będącego zresztą alter ego autora), a z racji uprawianej profesji bawią mnie stwierdzenia: „Dla ochroniarzy moda to podstawa”. Nie chce mi się rozwodzić nad zapożyczeniami i cytatami-średnio wykształcony czytelnik sam sobie poradzi i zauważy kiedy pisarz puszcza do niego oko. Gdybym pisała doktorat z teorii literatury zapewne badałabym konstrukcje, powiązania i podobieństwa z innymi klasykami gatunku (w końcu Gaiman uchodzi za pisarza fantasy). Jednak moja kariera literaturoznawcy skończyła się zanim się rozpoczęła i teraz bez żadnych naukowych obciążeń mogę się delektować następującymi dialogami: - Widzę, że twój bohater nie ma zbyt mocnej głowy – zauważył Serpentyna. - On nie jest moim bohaterem – zaprotestowała Drzwi. - Obawiam się, że jest. Z czasem nauczysz się rozpoznawać ten typ. To chyba coś z oczami. 2008-08-13 10:54:17 skomentuj (0) zawsze lubiłam balkony Tę książkę czyta się świetnie i tempie błyskawicznym. Postanowiłam umilić nią podróż do Wiednia i sprawdziła się doskonale. A właściwie prawie doskonale, bo pociąg miał opóźnienie. Skończyłam ją czytać o godzinie planowego dotarcia do Wiednia (informacja dla ciekawskich według rozkładu pociąg jedzie 8 godzin, a książka liczy 494 strony) i przez kolejne dwie godziny byłam zmuszona studiować gazetkę PKP poruszającą kwestie nowych połączeń, piorunów kulistych oraz modnych krojów torebek. „Pani wyrocznia” –to o niej mowa- jest pierwszą książką Margaret Atwood, którą przeczytałam i muszę za to podziękować publicznie mojej przyjaciółce Anicie, którą mi ja poleciła. Nie jest to literatura szalenie poważna, trudna i badająca najmroczniejsze zakamarki ludzkiej duszy, ale niewątpliwie jest to literatura bardzo przyjemna i bardzo kobieca. Despotyczna matka zapięta na ostatni guzik, znęcające się koleżanki, pragnienie bycia tancerką-motylem, gdy ma się wdzięk słonia, ukochany mąż, ale i kochanek po drodze, płacz bez powodu oraz, to co do mnie przemawia najbardziej, przekonanie, że: „gdybym tylko pozostała na jakimś [balkonie] dostatecznie długo, na tym właściwym oczywiście, w powłóczystej białej szacie z trenem, najlepiej podczas pierwszej kwadry Księżyca, to coś musiałoby się zdarzyć”. Podobne przekonanie miała Bridget Jones, że gdyby siedziała w białej sukience przy stoliku na tarasie sącząc schłodzone białe wino i pisząc listy niechybnie odzyskałaby równowagę wewnętrzną i uporządkował swoje życie. Od niedawna mam trzy balkony i taras. Moja szansa na zaprowadzenie porządku w życiu znacząco wzrosła. 2008-07-09 16:02:41 skomentuj (0) wpływ wczasów FWP na gust czytelniczy Muszę się przyznać, że mam słabość do paru rzeczy: ulegam reklamom luksusowych kosmetyków, wzdycham do Seana Penna, a kiedy książka opowiada o piratach to natychmiast musze ją pochłonąć. Przypuszczalnie jest to skutek spędzania wszystkich wakacji w dzieciństwie nad morzem w ośrodkach wczasów FWP. Kiedy więc przeczytałam, że „akcja "Na szkarłatnych morzach" Scotta Lyncha nieustannie trzyma nas w napięciu. Zadziwia piętrowa konstrukcja intryg i daję słowo, że gdyby Locke był postacią realną, afery z hakerami włamującymi się dla akt Pentagonu byłyby dziecinną zabawą w porównaniu z tym, do czego byłby zdolny…” to oczywiście kupiłam. I co dalej? No dalej to tak jakoś średnio. Mój brak zachwytu wynika prawdopodobnie z faktu, że tak jak kocham piratów tak nie znoszę fantasy, smokom i czarownicom mówię: nie!, a opowieści o wiedźminie nużyły mnie potwornie. Lynch umieścił akcję powieści nie wiadomo gdzie (świecą trzy księżyce, więc bohaterowie raczej nie żeglują po Bałtyku), smoków na szczęście brak, wszystko niestety jest alchemiczne: latarnie, zamki w drzwiach, wino i części garderoby (to mgliste określenie ma uzasadniać ich niezwykłe właściwości), jak coś jest twarde i wytrzymałe to jest wykonane ze staroszkła (skład chemiczny nieznany, ale czytelnik rozumie, że to tworzywo, z którego ma również strój Superman), o wydumanych imionach bohaterów litościwie nie wspomnę. Intryga jednak zupełnie nie jest magiczna (na szczęście) i chodzi o wielkie finansowe oszustwo. Mam jednak wrażenie, że ta historia mogłaby się rozgrywać w normalnych historycznych realiach i to z korzyścią dla niej, że te magiczne wymysły są zbędnymi ozdobnikami, które na akcję faktycznie nie wpływają. A co do samej akcji to jakoś na 350 stronie (książka liczy 616) nawarstwienie intryg tak się spiętrzyło, że przestało mnie interesować kto jeszcze kogo oszukuje i nie dotarłam do zakończenia, które miało być takie zaskakujące. 2008-06-18 12:24:55 skomentuj (2) zamiast
Mogłabym napisać jeszcze coś o "Magu". Albo o "kobiecie z wydm". A może o calej masie opowiadań Buzzatiego. Aha no i Sebald co leży w kątku i sobie czeka. Ale mam w głowie cos zupełnie innego i dlatego jedynie zacytuję poetę, który tysiąckrotnie lepiej ode mnie umiał wszystko nazwać.
W stronę Finistère
Wraz z rykiem jeleni w deszczu Armoryki, łuk twoich rzęs zgasł o pierwszym zmierzchu, później wynurzał się z tynkowo bladego brzasku, w którym wirują koła rowerów, wrzeciona, race frędzle drzew szarpanych wiatrem. Być może nie mam innego dowodu, że Bóg mnie widzi, a akwamaryny twych źrenic patrzą za niego.ef 2008-02-14 13:41:27 skomentuj (1) jestem na Phraxos Z racji najróżniejszych zmian jakie ostatnio spowodowałam w swoim własnym życiu moja przyjaciółka stwierdziła: "Powinnas sie po prostu zastanowić, czego naprawde chcesz". Odpowiedź brzmi: chcę się znaleźć na greckiej wyspie Phraxos razem z Nicholasem, czyli bohaterem "Maga". Uległam najwyraźniej stwierdzeniu Conchisa, czyli tajemniczego milionera poznanego prze Nicholasa, który twierdzi: - Grecja przypomina lustro. Każe cierpieć. A potem się człowiek czegos dowiaduje. - Jak żyć w samotności? - Jak żyć. Takim, jakim sie jest. Tak naprawde jednak myślę, że uległam stylowi Fowlesa i oczywiście stylowi jego świetnej tłumaczki, który jest doskonały. Czytałam już tę ksiązkę, więc z grubsza pamiętam dokąd doprowadzi intryga, reklamowana na okładce jako: śmiertelna psycholgiczno-erotyczna gra... (swoja drogą, skąd redaktorzy czerpia te pomysły reklamowe, bo raczej nie z samej treści książek?!). Teraz więc mogę spokojnie delektować się wyjątkowo plastycznymi opisami pustych greckich pejzaży i starać sie w ten sposób dotrwać do wakacji. 2008-01-06 11:47:01 skomentuj (1) każdemu według jego zasług
Rzeczywistość przerosła moja oczekiwania. Okazuje się, że jestem krystalicznym wzorem do naśladowania i chodzącą skarbnicą cnót wszlekich. Dowód? Mikołaj nie dość, że naniósł mi przeróżnych błyszczyków (tak, tak, czasy się zmieniły, czytelniczki książek nie noszą już okularów grubych jak denka od butelek i używają czerwonej szminki) to jeszcze położył pod choinka wszystkie ksiązki, które chciałam. Troche się jednak obraził, jak powiedziałam:
- Oooo "Mag", super, bardzo mi się podobał! -Jak to Ci się "podobał" ?!- Mikołaj okazał się bardzo wyczulony na uzycie czasu przeszłego. - Bo przecież już czytałam, ale chciałabym sobie przypomnieć. - Czy Ty, aby nie przesadzasz....? - tonem pełnym przygany zapytał Mikołaj. A rodzina spiorunowała mnie wzrokiem i westchnęła. Nie wiem czy martwi sie o moje zdrowie psychiczne, że chce mi się czytac po raz kolejny tomiszcze liczące 670 stron, czy też zwyczajnie pożałowała mi prezentu. Zaraz Nowy Rok, jak się przyłożę i nadal będzie mi tak świetnie szło to chyba mam szansę na całą perfumerię Douglas i zbiory Biblioteki Narodowej. Ale proszę bez obsługi - jest antypatyczna. 2007-12-31 10:35:38 skomentuj (1) święta Sms-owa rozmowa przedświąteczna: -Jak lepienie pierogów idzie? -Pierogi jutro, chwilowo tropię psychopatycznego mordercę, czyli konsumuje ksiązkę kupioną bratu w prezencie. -A Ty co dostaniesz? Błyszczy czy znowu te książki? - Hmm... Blyszczyki będą. I moża "Mag", bo czytałam, ale chce powótrzyć, albo Buzzati... Jak na razie nie wiem jeszcze , na co zasłużyłam. Czy tylko na błyszczącą rózgę, czy może również na "Kobietę z wydm" i nie tylko. Jutro się okaże. ef 2007-12-23 23:22:39 skomentuj (2) |